Ty te moesz mie wasn wizytwk...

teksty.rybie-oko-1

tutaj powinno być logo...

Teksty krytyczne związane z Biennale Sztuki Młodych RYBIE OKO 1.
Autorzy: Łukasz Guzek, Joanna Karpińska, Łukasz Gorczyca i Sebastian Wisłocki.
powrót: http://biennale.rybie.oko.fm.interia.pl/2.html
http://teksty.rybie-oko-2.wizytowka.pl
http://teksty.rybie-oko-3.wizytowka.pl
http://rybie-oko-polemika.wizytowka.pl
http://ewa-rybska.wizytowka.pl
http://rybska-kazmierczak.wizytowka.pl


Wystawa Artystów Najmłodszego Pokolenia
R Y B I E O K O 1
23 luty - 1 kwietnia 2001 roku
Bałtycka Galeria Sztuki Współczesnej
w Słupsku

Lista artystów zaproszonych do udziału w wystawie "RYBIE OKO":

1. Rafał Bujnowski - Andrychów
2. Hubert Czerepok - Poznań
3. Artur Gogołkiewicz - Gdańsk
4. Agnieszka Kalinowska - Warszawa
5. Anna Klimczak - Koszalin
6. Paweł Kaszczyński - Poznań
7. Marcin Maciejowski - Kraków
8. Zuzanna Niespor - Poznań
9. Dorota Nieznalska - Gdańsk
10. Paulina Ołowska - Gdańsk
11. Mariusz Pniewski - Gdańsk
12. Ola Polisiewicz - Gliwice
13. Wilhelm Sasnal - Tarnów
14. Zbigniew Rogalski - Warszawa
15. grupa Magisters

TRZY WAŻNE PYTANIA I TRZY KRÓTKIE WYJAŚNIENIA NA TEMAT "RYBIEGO OKA"
Dlaczego wystawa młodych artystów nazywa się RYBIE OKO?

RYBIE, bo ryby i dzieci głosu nie mają, a OKO, jest narządem wzroku. Młodzi ludzie patrzą.
Wystawa zrodziła się z przekonania, że dorosło właśnie nowe pokolenie artystów, którzy widzą wszystko to, co dzieje się dookoła nas w sposób trochę odmienny niż ten, do jakiego przyzwyczaili nas ich poprzednicy. Młodzi artyści przyglądają się bardzo intensywnie otoczeniu, w którym żyją, bo to otoczenie ciągle się zmienia przybierając coraz bardziej niezwykłe kształty. RYBIE OKO jest fotograficznym narzędziem, które umożliwia objęcie jednym spojrzeniem wszystkiego, co jest dookoła. RYBIE OKO to typ obiektywu, ale też specyficzny sposób widzenia: widzimy bardzo szeroko, ale widok ulega deformacjom, przestrzeń się zakrzywia. Młodzi artyści patrzą na świat RYBIM OKIEM, a w swoich pracach pokazują i świat jaki jest dosłownie, i jego zniekształcenia wynikające z własnego punktu widzenia. Te osobiste deformacje, skróty, przekręcenia i ulepszenia obrazu rzeczywistości to właśnie to, co w RYBIM OKU jest najciekawsze i najbardziej pouczające.
Artyści puszczają do nas (rybie) oko, ich sposób widzenia jest nie pozbawiony ironii i humoru. Patrzenie nie tylko służy poznawaniu świata, jest również przyjemnością. Puszczamy oko, porozumiewamy się spojrzeniami i wymieniamy się widokami. Czujemy się z tym jak ryby w wodzie.

O czym jest wystawa RYBIE OKO?

Wystawa RYBIE OKO jest być może o przyjaźni, o rybach, o perspektywie i braku perspektyw, o limitacjach, o naszych problemach, o tym, że jak kładziono chodnik w mieście to doprowadzono go tylko do kościoła, o fotografii, o tym, że ryba psuje się od oka. O patrzeniu, o poznawaniu wzrokowym, o tym, co widzą i jak widzą dwudziestokilkuletni artyści.

Dlaczego wystawa RYBIE OKO odbywa się w Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej w Słupsku i Ustce?

Bo Bałtyk pełen jest ryb, a w RYBIE OCZY najlepiej umie patrzeć Ewa Rybska - kuratorka wystawy.

Łukasz Gorczyca


Łukasz Guzek o Rybim Oku

Rzut oka na świat.
Ostatnie kontrowersje wokół świata sztuki sygnalizują, że sytuacja w sztuce osiągnęła poziom masy krytycznej. Nawet, jeżeli są wynikiem błędnego (a czasem humorystycznego) rozumienia, to są symptomatyczne, gdyż zaświadczają o zadrażnieniu utartych nawyków myślenia i postrzegania sztuki w skali społecznej, czyli, że sztuka aktualna dotarła tam, gdzie, na co dzień jest nieobecna.

Jakie to zmiany i jak je opisać?

Do tej pory najskuteczniejszym sposobem opisu było przeciwstawianie nowej sztuki modernizmowi, tj. wykazanie jak typowe cechy dzieła modernistycznego są zaprzeczane, przekształcane bądź inaczej rozumiane w pracy aktualnej. Ale była to metoda skuteczna dopóty, dopóki powstające prace wchodziły w relację z modernizmem, świadome tego czy nie. Jednak dziś, postmodernizm jest już całkowicie rozpoznany i przestał być interesujący. Na skutek splotu okoliczności historycznych, na których omawianie nie ma tu miejsca, postmodernizm w Polskiej sztuce zwiądł zanim rozkwitnął. A znane przypadki "kontrowersyjnej" sztuki są właśnie skutkiem postmodernizmu w działaniu, po uruchomieniu tkwiącej w jego założeniach siły subwertywnej. Postmodernizm w Polsce stał się sposobem odreagowania stłumienia i jednostronności; schematyzmu ideowego i ubóstwa formalno-artystycznego sztuki lat osiemdziesiątych. Parafrazując Gałczyńskiego: "chcieliście postmodernizmu no to go macie".

Jednak artyści młodzi i jeszcze młodsi, bo jest to także sprawa generacyjna, poszukują (i znajdują) własne wzorce, punkty odniesienia; by posłużyć się obrazowym określeniem Stefana Morawskiego "rysują własną mapę".

Dobrym pretekstem do dokonania próby całościowego ujęcia sztuki aktualnej jest wystawa "Rybie oko" (BWA Słupsk/Ustka, 23 lutego - 1 kwietnia 2001). Jak zwykle w przypadku wystaw zbiorowych, z pewnością można wyobrazić sobie inny (może lepszy) zestaw artystów i prac. Dlatego te uwagi odnoszą się do znacznie szerszego spektrum sztuki aktualnej, co nie zmienia faktu, że zaprezentowane tu przykłady są w tym kontekście znaczące. Artyści, którzy znaleźli się na wystawie są młodzi, ale nie nieznani. Jednak dopiero pokazanie ich prac wspólnie powoduje, że ujawnia się ich odrębność i spójność. ALE chodzi raczej o intuicyjnie wyczuwane pokrewieństwo, które można określić kulturowo, w żadnym wypadku formalno-artystycznie, na sposób formacji awangardowych.

Można zaryzykować twierdzenie, że wystawa jest początkiem nowego okresu w historii sztuki polskiej realizowanego przez nowe pokolenie. To od "Rybiego oka" zacznie się kiedyś podsumowanie dekady. Odnotujmy: wystawa odbyła się w Słupsku/Ustce. Nie zdobył się na nią żaden z większych ośrodków sztuki. Kuratorem "Rybiego oka" była Ewa Rybska (ze strony galerii) i Łukasz Gorczyca, przedstawiciel nowej krytyki polskiej. Nowość krytyki uprawianej przez Gorczycę polega na ścisłym wiązaniu spraw sztuki z jej otoczeniem społecznym i politycznym; sytuowaniu sztuki w bliskości życia; krytyce interwencyjnej. Dotychczas krytyka w Polsce stroniła od wchodzenia w zagadnienia społeczno-polityczne. W czasach Ancien regime\'u brak możliwości wolnej wymiany poglądów powodował, że ten sposób uprawiania krytyki był niemożliwy, ale także źle widziany jako uprawianie literatury a unikanie sztuki. Pseudo "polemiki" tego czasu to najczęściej donosy prasowe do władzy. Przykłady litościwie zmilczę. I choć formalną wolność słowa mamy od lat dziesięciu to wypracowanie jej praktyki nie dzieje się automatycznie. Trudno przełamać nawyki zawodowe.

W sztuce związek z praktyką życiową, społeczną i ogólnokulturową w sposób pozytywny formułowała estetyka pragmatyczna. Z konieczności jej dyskurs będzie tu przedstawiony w sposób skrótowy i wybiórczy. Ufam jednak, że to dopiero początek dyskusji nad zagadnieniami nowej sztuki. Czyniąc pragmatyzm estetyczny punktem wyjścia chcę zaproponować pewną ścieżkę rozumienia i interpretacji sztuki aktualnej. John Dewey, twórca estetyki pragmatycznej, ujmował sztukę w kategoriach doświadczenia, takiego, które ma bliski związek z codziennością, ze "zwyczajnymi przejawami życia" czy "podstawowymi czynnościami życiowymi". Nie wspomina co prawda nic o obieraniu ziemniaków, ale o pielęgnacji ogrodu - tak. A pisał to w 1934 roku. Ujmowanie sztuki jako doświadczenia wydaje się potoczne. Jednak przy głębszym badaniu takie ujęcie zasadniczo zmienia nawyki rozumienia i interpretacji sztuki.

Najczęstsze zarzuty wobec tej teorii to:


- że doświadczenie estetyczne to sprawa osobista, indywidualna. Na to odpowiadał, że przecież doświadczenia są podobne; dzielimy się nimi z innymi; wyrażamy w języku, co nadaje im charakter wspólny, publiczny, kulturowy.

- że kategoria "doświadczenia" jest zbyt nieostra i nieprecyzyjna, by być podstawą definiowania sztuki. Na co odpowiadał, że byłby on trafny gdyby chodziło o typ definicji tradycyjnej, ujmującej "istotę", "fundament". Tymczasem jest ona antyfundamentalistyczna; "wskazuje kierunek", ale nie rozstrzyga. Przypomnę tylko, że logiczna precyzja estetyki analitycznej również nie zaprowadziła nas dalej w odpowiedzi na kwestię czym jest sztuka.

Współczesny kontynuator myśli Deweya, Richard Shusterman jeszcze mocniej podkreślił aktywistyczny i dynamiczny sposób pojmowania doświadczenia sztuki, co wspierało jego tezę, że rozumienie sztuki nie zawsze jest związane z interpretacją intelektualną i jest dostępne również na drodze bezpośredniego doświadczenia. Zgodnie z tym założeniem udowodnił w eseju "Piękna sztuka rapowania" iż rap i hip hop noszą wszystkie cechy tradycyjnie przypisywane sztuce elitarnej i związanej z nią estetyce filozoficznej (podobnie rozszerzył doświadczenie sztuki na mass media, rozrywkę). Doświadczenie sztuki jako doświadczenie praktyczne jest związane z konkretną sytuacją i zwrotnie - jest użyteczne w konkretnych przypadkach (co nie wyklucza doświadczeń transcendentalnych). "Ujmowanie sztuki jako doświadczenia stanowi odpowiedź na wszelkie problemy wynikające z założenia o rozziewie między życiem a sztuką." I te słowa Shustermana można uznać za kredo estetyki pragmatycznej. Z jej stanowiska istotne dla prowadzonych tu rozważań wydaje mi się przytoczenie dwóch aspektów:

- że obejmowała znacznie więcej niż sztukę a zwłaszcza odrywała doświadczenie estetyczne od przedmiotu - formy dzieła sztuki.

- że obejmowała również "podmioty realizujące tę praktykę - twórców i odbiorców dzieł sztuki." (Shusterman) Zaletą stanowiska pragmatycznego jest otwartość, pozwalająca stale włączać w praktykę sztuki nowe obszary doświadczenia oraz elastyczność interpretacji, co pozwala uniknąć twardego, statycznego "szufladkowania" i powoduje, że teoretyków i artystów stać na zmianę zdania a nie tylko obronę "stanu posiadania". Antyundamentalizm pragmatyzmu prowadzi w skrajnej wersji do uznania teorii sztuki za "logicznie niemożliwą" (Morris Weitz), gdyż praktyka sztuki nieuchronnie zaneguje jej ustalenia. Jednak istnieje kilka propozycji rozwiązania tego dylematu. Jednym z bardziej interesujących jest propozycja Stanley Fisha: teoria-rozmowa (theory-talk). Nazwa wyjaśnia sens tego stanowiska (i jego praktyki). Teoria-rozmowa z pozycji pośrednika buduje naturalny pomost pomiędzy teorią a praktyką (krytykami a artystami). Z artystami "Rybiego oka" rozmawiało mi się bardzo dobrze.

Spróbujmy sztukę zgromadzoną na wystawie "Rybie oko" potraktować jako konkretne przypadki doświadczenia ale też ogólnie, jako doświadczenie generacyjne.

Przy pragmatycznym podejściu, sztuka, podobnie jak otaczająca rzeczywistość, powinny składać się zasadniczo z tych samych składników (doświadczeń). Wystawie pozwala na wyodrębnienie kilku z nich. Wspólne jest doświadczenie technologii. Ale nie technologii traktowanej formalnie (to ślad jeszcze modernistyczny), ale jako oczywisty, nieodłączny składnik praktyki życiowej. Gra komputerowa dziejąca się w galeriach Słupska i Ustki stworzona przez Artura Gogołkiewicza i obrazki ściągnięte z Internetu to przykłady codzienności technologicznej w sztuce. W przetworzonych technologicznie obrazkach Oli Polisiewicz nie jest ważna deformacja, choć od niej zależy wygląd pracy, ale postać kobieca, która deformacji podlega, czyli celem użycia technologii nie jest sama technologia. Poprzez technologie łączy sztukę i świat Mariusz Pniewski, który podczas wystawy napisał kilka manifestów i założył dla nich strony internetowe. Głosiły one expressis verbis zwrot "poza postmodernizm". W galerii wyrażało je kilka tradycyjnych w formie i technice rzeźb wśród których, niczym wędrowny kaznodzieja, przekonywał wernisażową publiczność do swoich idei. Performance Zuzanny Niespor angażował technologię bezpośrednio, "cieleśnie": wpatrywanie się w zakodowany obraz telewizyjny, samo stawało się obrazem reakcji oka artystki. Performance trwał do granic wytrzymałości, co jest klasyczną strategią performerską obliczoną na badanie psycho-fizycznej kondycji człowieka.

Kolejny składnik doświadczenia (mający związek z technologią) to reklamowa "estetyka produktu". Uzgodnienie jej współbycia ze sztuką jest ważnym aspektem w aktualnej sztuce polskiej. Dewey rozróżnia art product, czyli przedmiot niezależny do doświadczenia i work of art, czyli "sposób w jaki wytwór artystyczny kształtuje doświadczenie i jest w nim obecny." Rafał Bujnowski łączy produkt komercyjny z malarstwem (grafiką) - skutecznie skoro na jego "deskach"- obrazach usiadła redaktorka Życia (przypomina się starożytna anegdota o zawodach w iluzji między Zuksisem a Parrazjosem). Obrazy Agnieszki Kalinowskiej wywodzą się z reklamy a nadmuchiwane obiekty zdają się pochodzić wprost ze sklepiku na plaży. Obok reklamy sztuka sięga po referencje massmedialne. Tak jest w obrazach Marcina Maciejowskiego malowanych na podstawie oper mydlanych, programów publicystycznych, rodzinnych, itp. Natomiast Anna Klimczak złączyła w jednym obiekcie tak zwykły-niezwykły przedmiot jak konfesjonał z kabiną prysznica i przymierzalnią koszul męskich. Inne obiekty konfesjonałopodobne to konfesjonał przenicowany (wywrócony "podszewką" na zewnątrz) i bardzo funkcjonalny składany konfesjonał-parawan. Rezultatem są także złączenia semantyczne stanowiące zaproszenie do interpretacji.

Wiele prac czerpie z życia autorów. Szczególnie ten kontekst eksploatuje grupa Magisters czy Paweł Kaszczyński, który kojarzy w naszej wyobraźni nazwę miasta Koło, miejsce swego urodzenia, z nazwą producenta instalowanych wszędzie w Polsce sanitariatów (na wystawie znalazło się wideo z ulic miasta i zestaw "obiektów" firmy Koło).

Praca Pauliny Ołowskiej jest oparta na cytacie, technice par excellence postmodernistycznej. Ale konstruktywizm i obraz Tatlina, prezentowane w powiązaniu z modą, wydają się raczej rodzajem kulturowego sztafażu, wizualnego samplowania i swobodnego miksu, prowadząc do interpretacji kulturowej a nie wewnątrzartystycznej.

Instalacja Doroty Nieznalskiej stylizuje dźwiękiem przestrzeń na siłownię. Znajdujące się w niej urządzenia niejasnego przeznaczenia są zaopatrzone w formy niedwuznacznie ityfalliczne. Jest to zabieg niezwykle kulturowo interesujący gdyż przedstawienia ityfalliczne np. wotywne, symbolizujące płodność, urodzaj i siłę, bardzo popularne w kulturze antycznej, zanikły po wyparciu jej przez chrześcijaństwo i są nieobecne w sztuce nawet współczesnej (fotografie dotyczą zazwyczaj seksu homoseksualnego, czyli mają zgoła odmienne konotacje). Także sposób użycia tego motywu w pracy odsyła interpretację do źródłowego, przedchrześcijańskiego sensu kulturowego. Ityfallus naprowadza na wątek przemiany kulturowej znacznie bardziej radykalnej i sugestywnie obrazowanej niż przygnieciony meteorytem Papież. Ale siłownia i "rodzaj męski" (tytuł pracy) w powiązaniu z rodzajem zdecydowanie żeńskim autorki może poprowadzić interpretację w zaskakujących kierunkach.

Artyści "Rybiego oka" podjęli wysiłek tworzenia słownika języka sztuki aktualnej. Jest on zapewne jeszcze niewystarczający, ale już zapewnia komunikację (rozmowę). Sztuka zawsze jest o sztuce, wynika ze sztuki; dzieło sztuki zawsze ma warstwę metaartystyczną. Ale tu podstawowym materiałem dla sztuki, źródłem jej form wizualnych jest współczesny świat, kultura, otaczająca rzeczywistość. Sensem pracy artystów nie jest sztuka, ale tworzenie informacji. Informacje są wpuszczane w obieg kultury (np. poprzez wystawę "Rybie oko") budując dyskurs komentujący; interpretujący; opisujący; analizujący świat; życie - także sztukę. Tak też jest budowane doświadczenie świata, życia - także sztuki.

Łukasz Guzek


Co widzą ryby?
Art&Business, kwiecień 2001
--------------------------------------------------------------------------------

Rybie oko - nazwał wystawę artystów najmłodszego pokolenia jej pomysłodawca, Łukasz Gorczyca.

- Rybie, bo ryby i dzieci głosu nie mają, a oko jest narządem wzroku... - czytamy w jego w tekście towarzyszącym ekspozycji - Wystawa zrodziła się z przekonania, że dorosło właśnie nowe pokolenie artystów, którzy widzą wszystko to, co dzieje się dookoła nas w sposób trochę odmienny niż ten, do jakiego przyzwyczaili nas ich poprzednicy...

Tytuł miał też inne interpretacje. Każdy z artystów ukazuje rzeczywistość, niby fotograf przy pomocy rybiego oka. Ten rodzaj obiektywu daje obraz szeroki i zdeformowany. Wystawę zorganizowano na wybrzeżu, co również się kojarzy z rybami, a jej kuratorką była Ewa Rybska.

W imprezie wzięto udział 14 artystów: malarze, rzeźbiarze, performerzy, twórcy filmów video itd. Każda praca była odpowiedzią na pytanie jak młodzi artyści postrzegają swoje otoczenie wizualne, społeczne, mentalne?

Zaletą wystawy była logiczna, czytelna ekspozycja, rozbita na trzy galerie Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej.

Wernisaż rozpoczął się kolorowo i wesoło w Galerii Kameralnej w Słupsku. Nie zabrakło Zdrowej wody polskiej Rafała Bujnowskiego oraz zdrowego drewna, znanych z wystawy Scena 2000. Przestrzeń budowały kolory, plakaty, barwne stroje i modelka, która prezentowała jeden z nich propozycja Pauliny Ołowskiej. Artystka, nawiązuje do konstruktywizmu, łączy sztukę czystą z użytkową, starannie dobierając barwy, proporcje.

Była współorganizatorką zeszłorocznej akcji Marzenie prowincjonalnej dziewczyny do której zaproszono artystów z różnych rejonów Wschodniej i Zachodniej Europy. Znana jest głównie z obrazów inspirowanych starymi magazynami z modą. Jej najnowsze prace - niestety zabrakło ich podczas wystawy - powstały w oparciu o współczesne zdjęcia z Vouge.

W tym samym pomieszczeniu grę komputerową własnej produkcji i prace inspirowane japońską mangą, prezentował Artur Gogołkiewicz. Powiększone zdjęcia nagich, przerażonych, kobiecych postaci, opatrzone napisem Obwód DEV spowodował ogólny błąd ochrony wprowadzono zły współczynnik wymiarów rzeczywistych. Usunąć obwód 0EV - "podłączono" do imitacji czegoś w rodzaju pamięci komputera.

Czyżby krytyczny obraz komputerowej dewiacji (dev)? - Pytamy artystę. Gogołkiewicz wyjaśnia:

- Przemoc, pornografia, są częścią komputerowej rzeczywistości i od tego nie uciekniemy Sam pasjonuję się tego rodzaju grami.

W sali obok swoją Wszechmoc: rodzaj męski zainstalowała Dorota Nieznalska. Lustra, drążki, które symbolizowały siłownię i dziwne odgłosy "wyciskania", robiły mniejsze wrażenie niż prace prezentowane niedawno w gdańskiej Łaźni. Łącznie z rodzajem żeńskim - stanowiły ironiczny obraz kultu ciała, pięknego przedmiotu pożądania. Klimat "jaskini samców" budowało "czerwone światło", którego zabrakło w Słupsku.

Następny etap wystawy miał miejsce w Baszcie Czarownic. Grube mury, mroczny nastrój... W klimat wpisała się zwłaszcza Aleksandra Polisiewicz, niedoszłą, zmodyfikowaną pracą dyplomową, inspirowaną gotykiem. Monumentalny, świetlisty, jakby witrażowy, tryptyk, przedstawia uśpione postaci dziewcząt. Można by je porównać z odbiciami na całunie, gdyby nie świadomość, że powstały przy użyciu komputera.

- Wszystko zaczęto się od mojej skóry - wyjaśnia artystka - Zamierzałam ją zeskanować i umieścić w internecie. Nie wyszło. Wtedy wpadłam na pomysł skanowania koleżanek.

Uwagę gości wernisażu przyciągnęło wystąpienie Mariusza Pniewskiego, ucznia Grzegorza Klamana. Upozowany w otoczeniu gipsowych główek - swoich wizji śmierci, wygłosił płomienną przemowę w oparciu o proklamowany manifest Sztuka limitacji. Dyskusję, wśród zaciekawionej i nieco zdezorientowanej publiczności, wywołały hasła typu: wyjdźmy z postmodernizmu; wybierzmy prawdziwe życie; stwórzmy idee, dla odbiorców i dla artystów żeby wiedzieli co mają robić i nie musieli obierać ziemniaków!

Jednocześnie Pniewski odsyłał dyskutantów na swoją stronę internetową Śmierć sieci.

Szkoda, że artysta wybrał tak niespójną, dość postmodernistyczną, formę wypowiedzi. Nie da się ukryć, że poza szlachetnymi intencjami, nie przedstawił żadnych konkretnych propozycji...

Znacznie spokojniejszy przebieg miał performance Zuzanny Niespor. Jedna z najciekawszych prac na wystawie - skupiła uwagę widzów na dobre pół godziny. Pozornie niewiele się działo, tylko na ścianie oglądaliśmy wielkie, zmęczone, załzawione oko, stojącej jednocześnie za kamerą artystki. "Żywy" obraz zderzał się z zimnym medium - nagranymi na video dźwiękami zakodowanego programu.

Performance był kontynuacją pracy magisterskiej Niespor Zakaz wstępu. Obrazuje problem osaczenia przez nakładające się, zakodowane systemy: pozornie swojskie media, wielkie korporacje, przypadkowe rozmowy. Stanowią one tylko złudzenie "globalnej wioski", w której wszystko jest dla wszystkich dostępne, we wszystko można wniknąć, wszystkiego doświadczyć.

Na ostatnim piętrze baszty zainstalował się Paweł Kaszczyński, artysta urodzony w Kole. Miejsce jest kluczowe do zrozumienia "propozycji": kolskiej muszli klozetowej, pisuaru, umywalki. Towarzyszył jej film dokumentalny o Kole - obraz trzech ruchliwych skrzyżowań, skąd odchodzą drogi wylotowe. Kaszczyński wyjaśnił sens prezentacji: - Często podczas pobytu w jakimś mieście, zauważam w przypadkowej toalecie urządzenia sanitarne z Kota. Widok, który na innych nie robi wrażenia, we mnie budzi wspomnienia rodzinnych stron...

Trzecią ekspozycję zorganizowano w Ustce. Wielką salę wypełniło głównie malarstwo m.in. realistyczne portrety sprzętów: telewizora, wiertarki, kosiarki... - obiekty westchnień w świecie konsumpcji Agnieszki Kalinowskiej. Najwięcej ściany zajęta kolekcja Marcina Maciejowskiego - sympatyczne, chociaż mało refleksyjne wizerunki kolegów, koleżanek, bohaterów kultury masowej. Tym razem w cieniu, bo na korytarzu, zawisły dwa nowe obrazy - samoloty bojowe, jego kolegi z grupy "Ładnie", Wilhelma Sasnala. Poruszają motyw widoczny w jednym z jego wcześniejszych obrazów - czarno-niebieskim płótnie namalowanym na podstawie propagandowej broszurki o III Rzeszy. Świadczą o przełomie, który dokonał się ostatnio w twórczości artysty, o zerwaniu z przypisaną "Ładnie" stylistyką "pop".

W ekspozycję włączono zakończoną serię "konfesjonałów" Anny Klimczak. Nie zabrakło znanego Wasch and go czyli konfesjonału-łazienki w jednym. Symbol powierzchownego oczyszczenia podczas spowiedzi świętej? Wydaje się odwróceniem sytuacji biblijnej "idź i nie grzesz więcej". Konfekcjonał -to z kolei sakralny obiekt-przymierzalnia, z dużą ilością niby sklepowych półek, na których poukładano męskie koszule.

- Zbyt przywiązani do materialnych dóbr i potrzeb, często nie znajdujemy czasu na głębszą refleksję. Pokoju ducha, którego kiedyś szukaliśmy w kościele, szukamy oddając się przyjemności robienia zakupów - mówi Klimczak.

Wystawa Rybie oko jest kolejnym przykładem na to, że młodzi artyści, którzy w opinii części krytyki uchodzą za niespójną postmodernę, walczą o statut awangardy. Poprzez wystawy, dyskusje, dążą do wspólnego mianownika. Czy pomaga go odnaleźć pytanie postawione przez Gorczycę w podtytule wystawy?

Młodzi twórcy postrzegają rzeczywistość jak ryby, z których każda podobno widzi inaczej. Czasem krytycznie, czasem z ironią. Często nie towarzyszy im głębsza refleksja. To, co ich łączy, to współczesne techniki komunikacji, kolorowe, żywe, ekspresyjne i tematyka "bycia tu i teraz".
JOANNA KARPIŃSKA

Rybie Oko w Rastrze.
Łukasz Gorczyca
Jak już informowaliśmy, w ostatni weekend lutego w Słupsku i Ustce, otwarta została wystawa "Rybie Oko", reklamowana jako pokaz "najmłodszego pokolenia artystów". To faktycznie pierwsza na taką skalę prezentacja artystów przed 30-tką, z różnych stron kraju (głównie Gdańsk, Poznań i region krakowski). Trudno mi pisać szczegółowo o efektach, bo byłbym jeszcze bardziej niż zwykle tendencyjny - sam, na prośbę słupskiej galerii, wymyśliłem tytuł "Rybie Oko" [dlaczego? - kliknij po wyjaśnienie http://www.bgsw.republika.pl/rybieoko/gorczyca.html] i zaproponowałem by zrobić wystawę młodych artystów. Kuratorką wystawy jest Ewa Rybska, która wybrała 14 artystów. W moim odczuciu wystawa wyszła więcej niż nieźle, z wieloma "momentami" i - co dosyć zaskakujące jak na wystawę, która jest podzielona pomiędzy trzy różne galerie - spójnie. Sporo kąśliwości na temat konsumeryzmu i mediów, ale też nastrojowość podszyta egzystencjalizmem, a nawet estetyzacja i nutki nihilizmu.
Najbardziej błyskotliwie sytuację wystawy opisał Artur Gogołkiewicz, który przygotował 3-planszową grę komputerową, prostą strzelaninę, której akcja rozgrywa się w pustych wnętrzach galerii w Ustce i Słupsku. W rzeczywistości do strzelaniny nie doszło (były jedynie pojedyncze rzuty dorszem), atmosfera była bardzo ciepła, a momentami gorąca - o czym za chwilę. Podczas wernisażu intensywny performance wykonała Zuzanna Niespór - w dość przejmujący sposób filmując własne oko, wpatrzone w migający ekran telewizora z zakodowanym programem "Canal+". Z kolei Paulina Ołowska przyjechała na wernisaż z własną modelką Agnieszką, którą wkomponowała w swoją aranżację poświęconą nostalgiczno-estetycznej rekonstrukcji modernizmu (a ściśle konstruktywizmu). Tak jak zawieszone na ścianach ubrania i fragmenty podłogi, twarz i dłoń Agnieszki zostały pomalowane w geometryczne figury. Te zdarzenia, jak i emocje związane z innymi pokazywanymi pracami zostały jednak na dłuższą chwilę przytłumione przez wstrząsające wystąpienie Mariusza Pniewskiego - szalonego limitysty.

Limit Art
Mariusza Pniewskiego poznałem dzień przed wernisażem, kiedy szykował swoją ekspozycję na 1. piętrze Baszty Czarownic w Słupsku. Przedstawił mi wówczas manifest limityzmu, nad którym pracował przez poprzednie dwa dni z Zuzanną Niespór i Pawłem Kaszczyńskim. Rozmawialiśmy dość długo, ponieważ przesłanie manifestu nie było dla mnie jasne. Mariusz wyjaśnił, że takie manifesty są potrzebne, żeby ułatwić porozumiewanie się między artystami (żeby było jasne kto się czym zajmuje). Byłem nawet skłonny zgodzić się z tym twierdzeniem, choć treść manifestu limitystycznego nadal wydawała mi się całkowicie abstrakcyjna. W żaden sposób nie przeczuwałem jednak, że już nazajutrz limityzm stanie się prawdziwym postrachem Pomorza Zachodniego. Jeszcze wieczorem Mariusz zadał mi szczere pytanie "Czy jesteś Jehową?", a potem dopytywał czy wystawiam swoje prace na wystawie, namawiał, że skoro nie jestem zdecydowany, to mogę wystawić je na zewnątrz, on wówczas do mnie dołączy.
Wiedzieliśmy, że na wernisaż Mariusz szykuje własne wystąpienie. Mówiło się coś o grze komputerowej, ale ostatecznie okazało się, że Mariusz po prostu zabrał głos. W płomiennych słowach wezwał zebranych (artystów, publiczność, w sumie ok. 30 osób) do podjęcia idei limityzmu, do głębokiej refleksji nad sobą, do wyznaczenia własnych granic (stąd właśnie limityzm) i porzucenia postmodernizmu. Jednocześnie poprosił by nie przywiązywać większej wagi do wystawionych przez niego rysunków i rzeźb, bowiem ten etap już przeszedł, a teraz najważniejszy dla niego projekt - net death - prezentuje w internecie. Wyjaśnił jednak, że rzeźby i rysunki, które przedstawiają zdeformowane głowy z wybitym znakiem "@" na czole to ucieleśnienie i jego wizja śmierci. Dla podkreślenia ich nie ważności zrzucił nawet z kubika na podłogę jedną z głów. Następnie - co mnie szczególnie zaskoczyło - uderzył w ton narodowy, zwracając się do nas jako Polaków i nakazując walkę o wolność ("stać nas Polaków na coś więcej niż postmodernizm"). To ogniste i bez wątpienia natchnione wystąpienie oraz żywa, choć mało komunikatywna, dyskusja z zebranymi trwały około pół godziny. Gdy wszyscy się rozeszli w ręce Mariusza wpadł mój krótki tekst o "Rybim Oku" i znowu mieliśmy powód by dyskutować.
Nie da się ukryć, Mariusz się tym tekstem zdenerwował i uznał go za okropną manipulację, wysługiwanie się kuratorom, zamiast pisania o tym co artyści mają do powiedzenia. Moje wyjaśnienia, że jest to tylko krótki tekst na temat tytułu wystawy, w ogóle nie przekonały, ustąpił dopiero, gdy powiedziałem, że przecież ja też jestem artystą, a tytuł "Rybie Oko" i towarzyszący mu tekst, to moja artystyczna praca na wystawę. Wówczas poddał moją sztukę druzgoczącej krytyce i ponownie określił ją jako komunistyczną manipulację. Zwróciłem uwagę, że przecież wiedział, gdzie jest zapraszany i że wystawa nosi tytuł "Rybie Oko". Chwilę później nasza rozmowa definitywnie się zakończyła, zabrakło mi bowiem argumentów, gdy Mariusz wyjaśnił, że pierwsze słyszy o takim tytule (nie odbiera poczty) i że on został zaproszony do udziału w wystawie pt. "Limityzm". Nazajutrz rozjechaliśmy się - każdy w swoją stronę, ale już od poniedziałku kolejne mejle od Mariusza (w sumie kilkanaście sztuk, ale tylko dwie różne zawartości), przekonały mnie, że walka o limityzm dopiero na dobre się zaczyna. W celu uniknięcia kolejnej manipulacji (chociaż pewnie i tak się nie uda), drukujemy poniżej oba listy Mariusza Pniewskiego - odezwy limityzmu - w oryginalnej formie, wraz z załączonymi doń reklamami.
OPINIE po wystawie w Baszcie Czarownic w Słupsku z otwarcia wystawy
pt."Rybie Oko" przeciwko której wystąpili artyści.
Kuratorzy próbują wypowiadać się za Artystów! Skandal!
Wreszcie znaleźli się młodzi artyści występujący przeciw działaniom
tak zwanych postmodernistów.
Limityzm (czyli sztuka wyznaczania granic rzeczom)
wyznacza realną granicę nie tylko bezsensownemu obieraniu kartofli w galeriach, lecz także i przede wszystkim odnosi się do życia i wyznacza drogę w odzyskanej niedawno wolności, krzycząc głośno
STOP POSMODERNISTOM KRZYCZYMY STOP KURATOROM!
Wystąpienie artystów związane z PROTESTEM wobec narzucania przez kuratorów tytułu wystawy bez uzgodnień z artystami i kłamliwym informowaniu prasy(manipulacji)!
Precz z Manipulacją informacji do prasy przez kuratorów!
Dziennikarze słuchajcie Artystów, a NIE KURATORÓW, czy MUZEALNIKÓW
Artyści - Limityści łączcie się!
PROWADŹCIE DYSKURS KU WOLNOŚCI POLSKIEJ SZTUKI!
więcej informacji - patrz strona:
http://www.strony.wp.pl/wp/limityzm

-----------------------------------------------------------------------
Kiedy opanowałe do perfekcji sztukę walki...Bogowie zmienili zasady. Strzeż się!
Nadciąga mroczne plemię. Settlers IV już 23 lutego! < http://gry.wp.pl/Spojrzenie/ >

> Subject: WYSTAWA W SLUPSKU - BARDZO GRZECZNA - POSMODERNISTYCZNA

> Czytaliście z "Głosu Słupskiego", z 24 i 25 II 2001 przekłamaną relację na temat wydarzeń w Baszcie Czarownic? W artukule pt."Spojrzenie Młodych" fotograf Bartosz Arszyński uchwycił wspaniały moment kiedy nic już się nie działo na sali, i kiedy wszyscy wyszli i już nie dyskutowali na tematy różnorodne, ciekawe i drażniące lecz w sposób bardzo lakoniczny przedstawił grzeczną artystkę, która nic nie widzi i nic nie słyszy razem z fotografem tego co publiczność zgromadzona oglądała i czego słuchała i na jakie tematy dyskutowała. Uchwycony jest moment na tym zdjęciu kiedy grzecznie artystka oddaje się pozowaniu do zdjęcia. Na zdjęciu z drugiego piętra baszty można oglądać bardzo grzecznie ubraną artystkę obok swojej pracy z podpisem jak wspaniale skanuje ciała kobiet. Czy to nie wspaniała manipulacja mediów?
> Uczyliśmy się tego przez cały PRL a teraz znów jest to samo. W artykule tym pomija się cała historię z tego pokoju która działa się wokoło i przede wszystkim ludzi z Słupska, którzy tak ochoczo podejmowali bardzo poważne problemy. Rozważając problemy prac performerki Zuzanny Niespor, która ugościła nas wyśmienitym pokazem sztuki performance, czy artysty Pawła Kaszczyńskiego i jego ready mades - pracy
> "Urządzeń sanitarnych z Koła" na trzecim piętrze, czy malarstwa przedstawiającego piękne Konie na pierwszym piętrze, oraz gorącej dyskusji z II piętra gdze doszło do wielu interakcji miedzy krytykami, artystami, publicznością, gdzie można było znaleźć manifest Limityzmu wobec ugrzecznionemu, bezsensownemu Postmodernizmowi i jego chaosu.
> Gdzie praktycznie niezauważalne przez publiczność prace Aleksandry Polisiewicz można było przypadkowo podeptać w zaciętych dyskusjach zgromadzonych wokół dyskursu Mariusza Pniewskiego. Na pewno wystawa była krokiem do ogólnopolskiego dyskursu na temat dokąd pójdą artyści nie będący pod etykietką postmodernistów.
> Może jednym z rozwiązań będzie ucieczka w Limityzm? manifest Limityzmu można oglądać pod adresem:
>
> http://www.strony.wp.pl/wp/limityzm

> Pozdrowienia dla artystów z Baszty
> i dla tych którzy nie są "Rybim okiem"!
Limitysta

-----------------------------------------------------------------------
Nudzisz się? Wejdź na Cafe Randka! < http://cafe.wp.pl >

Rybie Oko w Gazecie Morskiej
Żyć znaczy konsumować
Czternastka artystów najmłodszego pokolenia, która prezentuje się w Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej w Słupsku, dobrze wie o co im chodzi. Przepraszam, o co nam chodzi.

"Rybie oko" - soczewka, skupiająca wszystko to, co znajdzie się w jej polu widzenia - to, zdaniem Łukasza Gorczycy, współkuratora słupsko-usteckiej prezentacji, znak rozpoznawczy młodych malarzy, fotografików, instalatorów, performerów (w słupskich i usteckim oddziale BGSW jest różnorodnie m.in. pod względem medialnym). Pilnie śledzą rzeczywistość, w której żyją, niektóre z prac zdradzają niemal socjologiczną fascynację charakterystycznymi dla współczesności zjawiskami.

Niewątpliwie najsilniej dochodzącym do głosu problemem jest komercyjno-konsumpcyjna natura "naszych czasów". Frazesem "być czy mieć" możecie sobie otrzeć usta po ekspresowym posiłku w fast-foodzie. Oczywiście, że mieć. Szybką kosiarkę, nowoczesną wiertarkę, funkcjonalny mikser, opiniotwórczy telewizor. Na płótnach Agnieszki Kalinowskiej te i inne dobra materialne unoszą się w wirze psychodelicznej farby. "Ściana westchnień", tak tytułuje ten towarowy zbiór artystka, sugerując jak niskiego poziomu sięgnęły nasze potrzeby. A kiedy westchnieniom stanie się zadość i spełnią się twoje wszystkie marzenia również będziesz cierpiał. Tym razem od nadmiaru. Najnowsze prace grupy Magisters, czyli Huberta Czerepoka i Zbigniewa Rogalskiego to sami twórcy odbywającą "egzystencjalną kąpiel" w hałdzie elektroniczno-przemysłowo-spożywczych produktów. W pojedynkę Rogalski zafundował nam końskie malarstwo. W wydaniu Kossaka 2000 jeden z najchętniej wieszanych nad etażerką motyw malarski przybiera postać galerii nietypowych wizerunków tych zwierząt. Na każdy miesiąc Rogalski przygotował inną osobliwość, m.in. dodatkowe ucho lub twarzowe (raczej pyskowe) okulary przeciwsłoneczne. Czerepok z kolei postuluje "w zdrowym ciele zdrowy duch" i pozwala się podglądać w trakcie ćwiczeń siłowych. Uwadze nie mogą ujść charakterystyczne ciężary, na które składają się stosy książek. Bardziej tradycyjną metodę "pakowania" wybrali bohaterowie pracy Doroty Nieznalskiej "Wszechmoc, rodzaj: męski". Niewidoczni, obecni jedynie w warstwie dźwiękowej. Za to w lustrach umieszczonych pomiędzy uchwytami do podciągania przejrzeć możemy się my. Na ile potrzeba udoskonalanie twojego ciała, a może trawiące cię związane z tym kompleksy, pochłania twój cenny czas? Odpowiedz sobie na to pytanie. O cielesność ociera się również fotograficzny tryptyk Oli Polisiewicz, zaprezentowanych w formie trójdzielnego witraża. Kobiece wizerunku powstały z detali ludzkiego ciała, niczym mozaika idealnie skonstruowanych "dzieł" anatomicznych. Twój ideał? Jak duży dystans dzieli cię od niego? - nie pozostaje ci nic innego, jak mierzyć się dalej z kolejnymi niewygodnymi pytaniami.

Kupujesz, hipnotyzujesz oczy telewizyjnym ekranem, nurkujesz w oceanie informacyjnych bitów oferowanych przez Internet, oczywiście później wszystko wydalasz. I tak w kółko - prosty mechanizm konsumpcji. Agnieszka Kalinowska w plastikowych, dmuchanych zabawkach zatopiła druki reklamowe - sztućce, majtki, telewizor - co tylko zechcesz. Zuzanna Niespor w trakcie telewizyjnego performance\'u spędziła kilkadziesiąt minut przed monitorem, by w końcu po jej policzku popłynęła łza. "Do pierwszej łzy" - ile razy zasypiasz, pracujesz, kochasz, nic-nie-robisz... przed tym oknem na świat. Teraz możesz podglądać czyjeś życie, później może ktoś będzie obserwował twoje - Wielki Brat to my, prawda?

W bezpretensjonalny, choć trącący kiczem (ale czy życie nie przesiąka nim), sposób za podpatrywanie codzienności zabiera się Marcin Maciejowski. U tego krakowskiego malarza świat przemyka kolorowym pop-obrazkiem. I pewnie ten niecodzienny, jeśli chodzi tylko o samo malarstwo, a tak zwykły, gdy mowa o "życiu", temat sprawia, że Maciejowski nie nudzi ani na chwilę. Ziewasz w trakcie brazylijskiego serialu w TV, ale czy widziałeś go kiedyś w malarskim wydaniu? No właśnie. A samolot przemykający po nieskazitelnie błękitnym niebie? Wilhelm Sasnal do tych sielskich obrazków dodaje projekcję filmową z zadzierającymi głowę gapiami. Czy ktoś zakpił z twojego gustu? A może to tylko (tylko?) apoteoza życia w jego najprostszym wymiarze? Maciejowskiemu wierzę absolutnie, Sasnalowi może trochę mniej. Bujnowski już mnie nie przekona - jego "zdrowe drewno, zdrowa woda z gór", czyli zgrzewki mineralnej wody i malarskie atrapy imitujące drewniane deski, to zgrywa na eko-modę (aha, i gwoli informacyjnej ścisłości - wymienieni trzej wyżej artyści tworzą grupę Ładnie, której pozostaję wiernym kibicem). Czy selekcjonujesz śmieci? I kolejne "trudne" pytanie - gdzie się podziało twoje życie duchowe? Czteroelementowa praca Anny Klimczak, gdzie mamy do czynienia z konfesjonałopodobnymi formami, sugeruje tego typu - duchowy właśnie - wymiar dyskusji. Oczywiście wyjście z niej kończy się niewesołymi konkluzjami. W pierwszym "narzędziu spowiedzi", jak w kabinie kąpielowej, obmyj nogi. W drugim załóż czystą koszulę. Za trzecim, któremu brak właściwości i najbliżej do typowego konfesjonału - a więc czyżby pojawiła się szansa na "odkupienie"? - koszalińska artystka umieszcza tą samą konstrukcję w postaci składanej, pozbawiając nas złudzeń. Po prostu łatwy do przetransponowania towar - twój prywatny spowiednik.

Wybaczcie, moi drodzy, ten mający nastąpić zaraz ekspresowy skrót, ale z braku miejsca wspomnę tylko o Pawle Kaszczyński (który bawi się nazwą miejscowości, z której pochodzi - Koło - i pokazał reprezentację tego pojęcia za pomocą... sanitariatów producenta o tej samej nazwie), Arturze Gogołkiewiczu (gdański artysta dla internetowych dewiantów delektujących się golaskami z sieci - np. jak u Gogoła w wydaniu mangga - przygotował specjalnie rozszerzenie pliku w postaci.dev), Paulinie Ołowskiej (która zaprezentowała konstruktywistyczną modę z żywą modelką zapatrzoną w telewizyjny ekran - i znów, przecież nie przypadkowo, TV - nadający oczywiście program równie konstruktywistycznie "geometryzujący"). I w końcu Mariusz Pniewski, który zamiast sztuki w postaci materialnie istniejących wytworów, zaproponował IDEĘ. -Chodźmy do życia - nawoływał do... no właśnie, do czego - szturmu na muzea i galerię, rozgorączkowany wychowanek gdańskiej ASP. Na razie wchodźcie na stronę internetową jego autorstwa o adresie www.netdeath.republika.pl.

Mam jeszcze jedno, zaręczam, że ostatnie, pytanie - czy rzeczywiście jest z nami tak gnuśnie jak wypatrzyło to łypiące ze Słupska i Ustki rybie oko? Smacznego.


Sebastian Wisłocki

Rybie oko, malarstwo, obiekty, instalacja, fotografia, wideo, sztuka perfomance. Bałtycka Galeria Sztuki Współczesnej w Słupsku (wystawę można oglądać w trzech oddziałach galerii: Galerii Kameralnej i Baszcie Czarownic w Słupsku i Bałtyckiej Galerii Sztuki w Ustce). Kurator wystawy: Ewa Rybska. Koncepcja: Łukasz Gorczyca. Ekspozycja czynna do 1 kwietnia.





teksty.rybie-oko-1